czwartek, 28 sierpnia 2014

8. Pobicie.

Budzi się raptownie, słysząc szum wody w łazience. Przeciera zmęczoną twarz i patrzy na ręce. Musi się przebrać.
Czerwone plamy sporych rozmiarów zdobią jego koszule.
Zagryzając wargę, idzie do sypialni. Bolą go ręce.
Brunetka wychodzi z łazienki. Bez zastanowienia ubrała dzisiaj długie, czarne spodnie i zwykły top na szelkach koloru żółtego.
Widzi Harry'ego, który stoi przed łóżkiem tyłem do niej.
Jest bez koszulki, tak że widać jego umięśnione barki i ramiona.
Penelope mimo wszystko jest pod wrażeniem. Nie wiedziała że ma tatuaże.
Nie widzi jego przodu, ale tatuaże pokrywają dużą ilość miejsca na torsie i przedramionach.
-Wrócimy dz.. Boże co ci się stało?- mówi gdy staje obok niego.
Harry klnie pod nosem i zaciska szczękę. Nie usłyszał, gdy wyszła... Kurwa. Zakłada koszulę, aby zakryć głębokie rany i blizny po drapaniu.
- Z czego to masz?
- Z niczego. Posprzątam w salonie.
Penelope denerwuje jego zachowanie. Tyle od niej żąda a sam nie daje nic istotnego.
Chłopak na chwilę na nią patrzy, ale jest kompletnie ...zawstydzony.
- Nie widziałaś tego dobrze?
-Widziałam - mówi niepewnie.
- To zapomnij - prosi.
-To wygląda strasznie.. to znaczy poważnie.
- Wiem jak to wygląda.
-Jesteś strasznie nie fair - puka go palcem w tors i wraca do łazienki. Staje przed lustrem i czesze swoje włosy
Przejeżdża szczotką po nich kilka razy. Gdy idzie do salonu, Harry sprząta szkło i porozwalane rzeczy.
Nawet nie pyta co się stało, wie że nie ma sensu.
Siada przy stole i je zrobione śniadanie. Chłopak przygotował jej naleśniki.
Zjada dwa i przyznaje, że są przepyszne
Zmywa talerz i wstawia go na zmywarkę. Zauważa, że drzwi od tarasu są otwarte i chłopaka nie ma.
Tylko co z tego skoro trzy kroki i zgubi się na dobre
Harry chodzi po ogrodzie z rękami na biodrach. Nie przypuszczał, że ktoś się kiedyś dowie. Nie ona.
Penelope podwija bluzkę pod same piersi i przebiera spodnie na krótką spódnice, tuż za tyłek.
-To wrócimy dzisiaj? - pyta siadając za Harrym na stole.
- Tak. Wrócimy. - ten chodzi po trawie zastanawiając się jak się z nią dogadać.
- A kiedy? - zakłada nogę na nogę i opiera się na rękach za plecami.
- Spieszy ci się co?
-Nie, w sumie nie bardzo. - czeka aż się wreszcie odwróci.
- To po co nalegasz? - burczy.
Humor wczoraj był zły, ale dzisiaj to już dno.
-Bo chce wiedzieć. - wyciąga zniecierpliwiona twarz do słońca.
Odwraca się i patrzy na nią.
- Ty chcesz dużo zawsze wiedzieć.
- Jestem głodna wiedzy..
- A ty masz cała garderobę ze sobą? - podchodzi do niej.
- I jest tak specjalna, że mieści się w jednym plecaku.
- Gratuluję.  Ładne - pociąga palcami za jej spódnicę.
-Wiem.
- Dziwne, że po tym co zobaczyłaś nie uciekłaś z krzykiem.
-Nooom.. - wypina nieznacznie biust.
- Okay, o co chodzi? - opiera ręce o stół i patrzy na nią. - No słucham, bo w tych naleśnikach raczej nie było pigułek gwałtu.
- Słońce zasłaniasz
- Pytanie zadałem.
- Słyszałam.
- Wątpiłem. Słucham odpowiedzi.
- Nie znam.
- I tak nagle postanowiłaś mnie nie denerwować?
-Nie denerwuje cię? - dziwi się.
- Nie.
- Oddaj mi słońce.
- Oczywiście słońce. - siada po prostu za nią i obejmuje ją rękoma.
- Będę nierówno opalona.
- I tak będziesz piękna - całuje jej ramiona i kark.
-Wstrętny lizus.
- Jesteś taka miła - śmieje się i przygryza płatek jej ucha.
Chwilę później wtula twarz w jej włosy, przymykając oczy.
- Powiesz mi?
-  Co mam ci powiedzieć?
- O tych swoich rękach..
- Miałaś zapomnieć...- wzdycha. - to chyba nie jest coś czym mogę się chwalić
- Jezu no powiedz. - wstaje i odwraca się do niego.
- To taki nawyk.
- Nawyk?
- Nie jestem chory - mówi szybko. - Moja skóra też nie jest. Nie zarażam. Tak mam od kiedy pamiętam. Drapię się do bólu.
- Dlaczego?
- Nie wiem dlaczego. Musze.
-To się oduczyć trzeba. - obciaga koszulkę i spódnice.
Mruży oczy patrząc na nią.
- Może próbowałem? Skończyło się to gorzej gdy nie wytrzymałem. To już nie była sama krew.
- To przykre. Sorry..
- Pójdziemy dzisiaj na imprezę.
- Nie chce.
- A kiedy zaczniesz coś chcieć?
- Jak dasz mi spokój? - sugeruje.
- Błędna odpowiedz. Idziemy i juz.
-Debil.. - wchodzi do domu i przebiera się w to co przedtem.
Harry idzie za nią. W połowie ubierania łapie dziewczynę i upadają na łóżko. Zaczyna ją łaskotać.
- Nie mam łaskotek- mówi zgodnie z prawdą i wystawia mu język.
- Coś wymyślimy - odnajduję jej czuły punkt między szyją a obojczykiem i łaskoczę go nosem
- Złaź.. - próbuje go zepchnąć śmiejąc się.
Harry łapie jej ręce i Przytrzymuje je tuż nad głową.
Dalej łaskocze dziewczynę.
- Harry! - ta krzyczy próbując się uwolnić.
- No już - składa krótki pocałunek na jej ustach i podnosi się.
- Nie dasz mi spokoju?
- Niestety. Walczę oto na czym mi zależy- wyciąga do niej dłoń.
- Świetnie..
- Oj nie marudź.
- Nie chce stracić pracy i do cholery nóż mi do szyi przykładałeś.
- Nie stracisz. Nóż, nóż. Nie zrobiłbym ci nim nic.
- Więc bawi cię takie straszenie?
- Nie raczej nie. To była sytuacja wyjątkowa. Jestem pojebany. Nie ukryję tego. Gdy się denerwuje tak reaguje.
- Więc jak cię zdenerwuje, nawet za jakiś czas to co?
- Tego nie wiem. Wczoraj mnie zdenerwowałaś. Ucierpiał salon.
- Wracajmy..
- Skoro chcesz. - pomaga jej wstać.
- Poważnie?
- Tak. Odwiozę cię do domu i przyjadę wieczorem.
- Dobra.. - wywraca oczami jak ma w zwyczaju to robić.
Idą lasem do samochodu. Harry otwiera jej drzwi.
Ta wsiada. Chłopak chowa rzeczy do bagażnika i rusza.
Harry całą silną wolą próbuje się nie drapać. Usta ma ściągnięte w jedną wąska linie.
Całą drogę jadą w ciszy.
Brunet parkuje pod jej apartamentem. Przyciąga ją i całuje w usta. Jego język wdziera się między jej wargi.
Dziewczyna przez chwile oddaje pocałunek i używając dużo siły odsuwa się.
-Postaraj się nie drapać.
- Starać się zawsze mogę.
-Nie warto nic dla ciebie robić - uderza go w ramię i idzie po swoje rzeczy.
- A jakie będą rezultaty nie wie nikt...- odbiera od niej torbę i zanosi na górę.
Penelope otwiera swoje mieszkanie i wpuszcza go do środka.
Harry odstawia jej rzeczy pod ścianę.
- Dasz mi gazę i mnie nie ma.
-W kuchni nad zlewem.
Chłopak zabiera opatrunek. Idzie do wyjścia. Zatrzymuje się na chwilę przy Penelope i całuje jej policzek.
- Postaram się - po tych słowach wychodzi.
Dziewczyna delikatnie się uśmiecha.
- Nie, co ty robisz idiotko? - mówi do siebie.
Kręci głową i idzie do kuchni. Jej uczucia są mieszane.
Robi sobie herbatę i rozpakowywuje torbę. Daje rzeczy do prania. Postanawia wziąć kąpiel. W bieliźnie zauważa sine ślady na lewym biodrze. Przełyka ślinę i wchodzi pod strumień wody.
Harry ma sporą siłę. Z łatwością może ja skrzywdzić.
Myje włosy i całe ciało. Ubrana w świeże ciuchy smaruje jakąś maścią siniaka i z książką siada w fotelu.
Wreszcie ma okazję ją skończyć. Po godzinie przerywa jej telefon. " A ubierzesz sukienkę? Xx. "
"Ale tylko dlatego że po prostu chce " - odpisuje.
" Niech każdy żyje w złudzeniu piękna ". Odpowiedź szybko przychodzi.
Nie wysyła chłopakowi odpowiedzi tylko kładzie na twarz poduszkę.
Wypuszcza głośno powietrze. Harry wychodzi z mieszkania i wpada na trójkę wrogów. Liam , Zayn i Tomlinson.
- Nie mam na was czasu.
- Wiesz myślę że 28 września to idealna data na twoją śmierć  - mówi Louis i zadaje pierwszy cios w brzuch. Harry krztusi się powietrzem. Chwilę później dostaje od Zayna w plecy i upada na kolana.
Trzech to za dużo nawet jak na niego. Odchodzą gdy pojawia się jakaś wycieczka.
Harry siedzi oparty o ścianę wypluwając krew.
Jest wściekły. Całego go nosi.
Ale taka jest prawda, że nie ma nawet jak wstać. W końcu sąsiad się nad nim lituje.
- Może zawieść cię do szpitala? - pyta pan Frank.
- Nie trzeba.
-To może po kogoś zadzwonić?
- Mogę wody?
Żona mężczyzny przynosi szklankę chłopakowi.
- Harry nie zostaniesz teraz sam.
- Mi naprawdę nic nie jest. Dziękuję.
- Nie puszcze cię chłopcze. Dzwonisz albo jesteś skazany na starą babę.
Chce się uśmiechnąć ale wychodzi skrzywienie. Wybiera numer do Penelope.
Kiedy już ma się rozłączać to słyszy jej głos.
- Tak?
- Wiesz może ty przyjdziesz do mnie, co? Wtedy pójdziemy.
- Miałeś mnie wyciągać siłą.
- Chciałem, ale nastały inne okoliczności - poprawia się na fotelu krzywiąc.
- Dobrze..
- Przepraszam ...- mówi i rozłącza się.
Niecałą godzinę później brunetka stoi pod jego drzwiami, ale nikt nie otwiera.
Harry wychodzi z mieszkania sąsiadów. Chcę iść się przebrać i zdążyć przed Penelope, ale widzi ją na klatce. Widocznie ma dziś pecha.
- Cześć - mówi i szybko otwiera drzwi.
- Ktoś cię pobił?
- Głupio przyznać.
-Chodź - łapie jego rękę i ciągnie do kuchni. Karze siąść mu na krześle i szuka apteczki.
- Staczam się...- mruczy chłopak do siebie.
- No dużo tu tego masz - czyści rany.
- Sorry- odsuwa ją czując ze kolejna fala czerwonej mazi podchodzi mu do ust. Być może to niewielki krwotok wewnętrzny. Nie ważne. Nie istotne to jest dla niego. Obchodzi go tylko Penelope.
Gdy wraca dziewczyna kończy przerwane zajęcie.
- Dziękuję - wtula policzek w jej dłoń.
- Proszę. - całuje rozcięty łuk brwiowy chłopaka.
- Chcesz iść?
- Nie. Ty powinieneś siedzieć spokojnie i broń Boże nie zasypiać.
- Właśnie dlatego musze mieć zajęcie.
-To będziemy rozmawiać.
- Ładna sukienka.
- Dzięki.
- Serio Przepraszam. Jak go dorwę będzie trupem. - zaciska szczękę.
-Tak, na pewno Harry.
- Muszę się uspokoić. Zrób coś. Pomóż mi.
-Nie wiem co.. - delikatnie głaszcze jego policzek.
Harry wie, że gdyby wystąpił napad furii zrobiony cos złego. Pieprzony Tomlinson miał przewagę.
Tchórz bał się przyjść sam.
To ich różni. Harry sam stawia czoła problemom.
- Jakąś tabletkę ci dam - odzywa się Penelope
- Nie - odpowiada szybko brunet. Patrzy na nią, a po chwili jego głowa wtula się w talię dziewczyny.
Zaskoczona powoli i niepewnie umiejscawia swoje palce w jego włosach i kojąco nimi błądzi wśród brązowych loków.
Chłopak cicho wzdycha i zamyka oczy. To zdecydowanie pomaga.
- Ale jesteś cichy..
Przyciąga ją bardziej do siebie trzymając w silnych ramionach.
Dziewczyna krzywi się gdy jego ramię jest na poziome siniaka na biodrze. Jej granatowa sukienka marszczy się pod naciskiem Harrego.
- On może cos od ciebie chcieć. Chciałbym, abyś uważała. Proszę.
- Raczej wątpię żebyśmy mieli ze sobą jakieś sposobności.
- Wie gdzie mieszkasz. Pracujesz. Uczysz go.
- Możesz już? - pokazuje na jego ręce. Siniak przez swój rozmiar boli aż do kości pod dotykiem.
Odsuwa się i przygląda jej twarzy. Widzi skrzywienie. Unosi jej sukienkę. Gdy mu chce zaskoczona przerywać, uderza ją lekko po rękach i kontynuuje. Ogląda jej biodra.
-Nie rozbieraj mnie - odsuwa się.
- To ja tak?- przyciąga ją i całuje siniak. Dmucha na ślad zimnym powietrzem.
-Nie wiem, może. - wzrusza ramionami.
- Wybacz Sunshine - podnosi się. Teraz góruje nad nią.
- Myhym...
Kładzie ręce na jej plecach i przyciąga ją powoli.
-Może książkę poczytaj, albo film..
- Nudne. Bardzo nudne - pochyla się i całuje delikatnie jej usta.
-To pasjansa ułóż.. - odwraca głowę.
- To tez jest nudne - Przytrzymuje jej podbródek. Całuje dolną warge ,a później górną. - Naprawdę pięknie wyglądasz. Chodź. - bierze ją za rękę
Dziewczyna idzie za nim dwoma dłońmi trzymając jego jedną.
- Wyjdziemy, a gdy będzie źle wrócimy.
- Nie chce Harry..
- Na spacer.
-Ty musisz w miejscu siedzieć. - ciągnie go.
- Och no - wzdycha. Siada na kanapie a dziewczynę sadza na kolanach. Czuje się strasznie obolały.
- Dużo wody, tak. musisz dużo pić.
- Dobrze Proszę pani.
Penelope wstaje i przynosi mu wodę.
Zaczynają rozmawiać. Harry czuje zmęczenie dzisiejszym dniem, ale nie daje po sobie tego poznać. – A propos ściągania. Postawisz mi w końcu dobrą ocenę ?
- Tak. Nie postawie ci pały. - mówi z ręką na sercu.
- Szkoda...
- Nie boli bardzo?
- Boli.
-Weź tabletkę.
- Nie. Przejdzie. - przesuwa palcami po ręce.
-Harry.. - strąca jego dłoń.
- Nawyk.
-Wiem. - znowu podaje mu szklankę.
- Wezmę prysznic. - całuje jej czoło i wypija wodę. Jakoś dochodzi do łazienki.
Gdy chłopak jest w łazience to dziewczyna przeczesuje swoje włosy i dużo myśli. Czuje że chce mu pomóc.
To dziwne, gdy nagle Harry jest taki...bezbronny.
Bierze głęboki oddech i myśli. Myśli, myśli, nie umie tego wyłączyć.
Czuje dłonie na ramionach. Harry stoi za nią w bokserkach i koszuli.
- Przede mną nie musisz tego chować.. - mówi cicho runetka.
- To jest obrzydliwe.
- Powiedziałam i wiesz - wzrusza ramionami.
Pochyla się i całuje jej policzek.
- Pobudziła cię trochę woda?
- Tak. Zjesz cos?
- Nie. - odwraca głowę w jego stronę.
- Powiedz jak będziesz głodna. - ubiera spodnie od dresu. Przechodzi przez hol i sięga po papiery które przyniósł mu Niall. Są to plany toru wyścigowego. Wyścig Danger Race to najdłuższy i najniebezpieczniejszy wyścig. Stają do niego najlepsi. Harry całe wakacje ćwiczył. Niall przygotowuje mu auto.
Wie, że ma szansę i to całkiem spore.
W życiu trzeba ryzykować. Przegląda plan, wiele rzeczy zapamiętując.
- Harry jest prawie północ.. - słyszy dziewczynę.
- Zostań na noc. - odkłada kartki i podchodzi do niej.
- Bez przesady - mówi oglądając książki na półce.
- Proszę. - obejmuje ją od tyłu. - Kochanie.
- Kurcze ty jesteś młodszy.. - śmieje się znowu to sobie uświadamiając.
- Tak. Jestem.
- Nie, nie, nie. Wracam do siebie. - czyta tył jednej z książek.
- Zostaniesz. - zamyka jej nadgarstek w swojej dłoni. Prowadzi ją do sypialni.
- Nie wiem jaki masz problem.. - wchodzi za nim do pomieszczenia.
- Taki że jest późno i nie pozwolę ci wracać po nocy.
- Bo to takie niebezpieczne.. - wywraca oczami.
- Tak - warczy.
- Przestań. - dziewczyna też się złości i zabiera swoją dłoń z jego.
- Więc tak nie mów.
- Nie mam ciuchów ani ochoty tu zostać - oplata się ramionami.
- Ciuchy ci dam. Nie masz wyjścia. Nie puszczę cię i nie dam rady odwieść. - kuca przy szafie. Wyciąga głęboko schowane pudło. W nim są damskie ubrania Katherine. Niebieskookiej blondynki, która kiedyś zwróciła mu w głowie. Potem została odebrana przez najlepszego przyjaciela.
Penelope bierze jakąś jego koszulkę z łóżka i znika zła w łazience. Umyta chwyta z sypialni jedną poduszkę i koc z czym idzie do salonu.
- Wróć. - zawraca ją. - Ty spisz tam. - prowadzi ją do sypialni. Zabiera koc i poduszkę. Sam kładzie się w salonie. Zdejmuje koszulę. Wpatruje się w nadgarstki. Dosłownie wydrapane
Ale dla Penelope ich nie powiększy.
Oboje zasypiają bardzo szybko, ale to brunetka budzi się pierwsza.

~~~~~~~*~~~~~~
Ej! Jest Was trochę, więc zacznijcie komentować i sprawcie, że się uśmiechniemy :)
Zapraszam na coś nowego;

środa, 20 sierpnia 2014

7. Domek.

 - Ale sprawiłeś że to ciebie boje się najbardziej.
- Widocznie tak musiało być. Przepraszam. - składa pocałunek na jej czole.
- Możesz się normalnie zachowywać w szkole? - blado się uśmiecha.
- Z Wyjątkiem Tomlinsona. Mogłabyś...nie słuchać tego co mówi?
- Miałam na myśli stosunek do mnie..
- Wiem co miałaś. O tym mówię. Z wyjątkiem jego uwag wobec ciebie. Wtedy się nie powstrzymam.
- Więc zgoda?
- Tak.
Wyciąga do niego rękę w geście pojednania. Harry łapie jej dłoń i przesuwa po niej ustami.
- Nie zachowuj się znowu za staro - klepie go po policzku
- Zaśnij już - opuszcza jej pokoju po opatuleniu jej kołdrą. Siada w kuchni z gazą. Słucha czy nic się u dziewczyny nie dzieje.
Ta leży na plecach patrząc w sufit.
- Może wynagrodzi mi ryzyko w łóżku chociaż.. - mruczy do siebie.
Widocznie ma gorączkę bo już majaczy. Przewraca się na drugi bok i zasypia.
Harry przenosi się do salonu. Bardzo długo leży na wygodnej kanapie w kształcie litery L. W końcu odpływa. Budzi się rano , mając na palcach krew. Jak przeważnie. Myje ręce i idzie zobaczyć co u Penelope. Puka cicho do drzwi.
Nie słyszy odpowiedzi tylko ciche pomruki.
Wsuwa się do środka. Podchodzi do łóżka i kuca.
 - Hej skarbie. Jak się czujesz? - stara się być miły chociaż humor ma do niczego.
- Skarbie? Poważnie?
Zaciska szczękę. Powstrzymuje się od wyładowania.
 - Sunshine to nie jest dobry dzień na sprzeczki.
- Nie przezywaj mnie tak.
- Będę nazywał cię jak chce. Nie uzyskałem odpowiedzi na pytanie.
- A jakie było? - otwiera jedno oko.
- Jak się czujesz. - powtarza.
- Pusta. Wyplułam wczoraj wszystko.
- No cóż. Zrobię ci śniadanie.
- Która godzina? - pyta.
- Szósta dwanaście. - brunetkę zerka na zegarek. Idzie do kuchni. Odgrzewa jej zupę a sam pije herbatę. Raczej jada niewiele. Nie ma na to czasu i ochoty. Jak zje w ciągu dnia śniadanie to dobrze.
Penelope myje się i ubiera. Bierze torbę a później idzie do kuchni. Siada przy wyspie. opiera głowę na ręce. Harry stawia przed nią zupę i dopija herbatę.
- Jak zauważyłaś nie miałem kiedy się uczyć ani zrobić ściągi wiec jak dobrze napisze to wstaw dobrą ocenę.
- Nie ufam ci.
- Też mi niespodzianka.
- Wychodzę Harry.
- Nie, ja cię odwożę Penny. - mówi jeszcze bardziej stanowczo.
Zabiera jej marynarkę i zakłada na barki dziewczyny. Prowadzi ją do samochodu.
Nie odzywa się a jedynie idzie do auta chłopaka.
Harry parkuje przed szkołą i ją wysadza. Wraca do domu jak kiedyś, abu sie przebrać. Znowu przychodzi na drugą lekcje. Na sprawdzian z geografii. Specjalnie dla Penelope pisze to jeszcze szybciej, ale starannie pisze każdą literkę. Dziewczyna nawet nie patrzy na klasę. Każdy spokojnie może się kontaktować. Harry czeka, aż oceni jego pracę.. Ta jednak patrzy w jeden punkt na ścianie. Chłopak zastanawia się za ile będzie musiała biec wymiotować
- Zostało 10 minut - jej głos roznosi się po klasie.
Uczniowie zaczynają pisać szybciej.  Czego nie wiedzą to po prostu strzelają.
Oddają testy. Harry czeka, aż drzwi się zamkną.

Penelope staje przy drzwiach i pokazuje żeby wyszedł jak reszta.
Kręci głową. Zamyka drewnianą powłokę i patrzy na dziewczynę.
- Czemu jesteś nieprzytomna?
- Jaka? Nie wiem o co ci chodzi.
- Nieprzytomna - mówi przez zęby.
- Wcale nie.
Podchodzi do niej szybkim krokiem.
- To co jest?
- No nic - robi krok do tyłu.
Hazz Przekrzywia głowę zwilżając językiem swoje wargi. Lustruje ją wzrokiem. Dzisiaj dziewczyna ma krótką, czarną spódnicę. Wygląda jeszcze lepiej niż zawsze.
-Mam dyżur. - jego wpatrywanie przerywa głos Penelope.
Harry przenosi wzrok na jej twarz.
- Odpowiedz na pytanie i możesz wyjśc.
- Nic mi nie jest.
- Idź.
Wychodzi z klasy trącając go ramieniem i idzie piętro wyżej. Harry uśmiecha się pod nosem i również wychodzi. Przemieszcza sie do sali od historii.
Ma jeszcze sześć lekcji, a Penelope tylko dwie. Więc brunetka wraca do siebie. Przebiera się w luźne ubranie i sprząta. Jakoś kolo godziny 17 dostaje smsa "Dzisiaj się nie wymigasz słońce. Za dwie godziny masz być gotowa. H. "
Przewraca oczami i odkłada telefon. Nie będzie nią rządził. Dobrze wie ze i tak się tu pojawi i ją zabierze. Penelope nie szykuje się. Siedzi na kanapie i czyta książkę. Harry wchodzi do jej domu bez problemów. Opiera się o framugę salonu i patrzy na dziewczynę .
- I ty się sprzeczasz ze nie jesteś głupia. Dałem jedno polecenie a ty go nie zrozumiałaś.
- Polecenie?
- W zasadzie to było mieszane z prośbą.
- Nie możesz mi rozkazywać - nie podnosi wzroku znad powieści.
- Wszystko mogę. Jesteś tak cholernie nudna gdy ciągle powtarzasz jedno i to samo. Ubieraj się albo sam to zrobię. - zabiera jej książkę.
- Czytam to!
- Nie podnoś na mnie głosu skoro mam być miły. Przeczytasz później. - zakłada zakładkę.
- Gdzie Ty chcesz mnie wywlec?
- Zobaczysz.
- Po prostu powiedz.
- Nie zakładaj szpilek. Weź rzeczy na jutro. Jutro sobota. Szybko.
- Dlaczego mamy gdzieś zostawać?
Harry wypuszcza powietrze z ust. Odwraca się i uderza ręką w ścianę. Nie ma bardziej denerwującej kobiety na tej planecie. Nawet pobiła jego matkę.
- Proszę, rusz swoje cztery seksowne litery i ubierz się oraz spakuj. Proszę - mówi wolno i wyraźnie patrząc na nią
- Powiedz Proszę dokąd chcesz jechać.
- Nie byłaś tam nie będziesz wiedzieć.
- Dobra. - pakuje potrzebne rzeczy do torby.
Już po kilkunastu minutach są w aucie. Harry włącza radio. Patrzy na drogę co chwila zmieniając biegi.
- A to daleko?
Ciszę przerywa głos dziewczyny. Harry odwraca na nią wzrok.
- Godzina.
Penelope kiwa głową i patrzy przez boczną szybę.
Dojeżdżają na skraj lasu. Harry parkuje i zabiera torbę dziewczyny.
- Będziemy spać pod namiotem? - pyta zdziwiona.
- Nie słońce. Chodź. - Mężczyzna bierze jej dłoń w swoją i zaczyna prowadzić. Jest już dość ciemno. Podłoże po którym idą to liście i mech. Czasem omijają pienie połamanych drzew. Penelope odwraca głowę za każdym razem gdy usłyszy jakiś szmer. Nic nie widzi, a osoba za którym podąża to Harry.
Więc czego się dziwić, że jest przestraszona. Dochodzą do wzgórza gdzie widać drewniany,  mały oświetlony domek. Chłopak wyciąga klucze i otwiera drzwi. Oboje wchodzą do środka. Okna są wielkie bez zasłon. Widać wszystko co położone jest niżej.
Sufit jest wysoki. Przez salon przechodzą drewniane belki. Wszystkie meble są zrobione ręcznie. Dziewczynie podoba się to wnętrze pomimo okoliczności w jakich musi tu być.
Harry prowadzi ją przez korytarz wyłożony białym dywanem. Dochodzą do ostatnich drzwi. Otwiera je przed brunetka. Ta niepewnie wchodzi do środka. Pomieszczenie pogrążone jest w mroku puki Styles nie zapala włącznika znajdującego się tuż przy wejściu.
- Sypialnia - oznajmia.
-Widzę - mówi zakładając ręce na piersi.
- A teraz idziemy zjeść kolacje. Podoba mi się ta sukienka- mruczy obejmując ją.
- To znaczy że masz poczucie stylu. - uderza go łokciem w żebra i odsuwa się.
- Grzeczniej- łapie ją za ramię. Prowadzi dziewczynę do kuchni.
- Nie naciągaj mnie.
- Co ustaliliśmy? Że zaczynasz słuchać.
- Ty tak ustaliłeś.
- Jeszcze słowo a ten pasek wyjmę.
Prycha zła i wydyma dolną wargę.
- I dobrze wiesz , że ja nie tylko grozę. - humor tego chłopak zmieniał się tak szybko ze zadziwiał. - Co gotujemy?
- Obojętnie.
Harry opiera ręce o blat.
- Nie psuj Wszystkiego humorkami.
- Nie mam po prostu ochoty na nic konkretnego.
Wypuszcza z ust powietrze. Decydują się po prostu na spaghetti. Harry stara jej się pomagać ale nie może.
Gdy danie jest gotowe siadają do stołu.
Brunet patrzy jak dziewczyna je. Lubi obserwować kobiety które jedzą. Nie wie czemu. Przecież sam jeść nie lubi. Żadnych diet czy liczenia kalorii. Przecież to przesada, zwłaszcza gdy nie ma takiej potrzeby. Wyciąga rękę z serwetką i wyciera usta Penelope.
- Dzięki - odchyla się delikatnie do tyłu.
- Proszę - zabiera talerze i idzie do kuchni.
Brunetka wiąże włosy w wysokiego kucyka i opiera głowę o splecione ręce.
Harry wraca do niej z winem. Podaje kobiecie kieliszek ,a sam siada na fotelu. Pokazuje jej aby podeszła.
- Wolę tu. - mówi odwracając się do niego.
- Chodź.
Dziewczyna przewraca oczami i siada obok niego. Od razu wciąga ją na swoje kolana. Obejmuje talię brunetki jedną ręką. Jego usta przylegają do ramienia Penelope.
- Tak, marzyłam o tym - mówi dziewczyna ironicznie.
- Mam zły humor. Nie pogarszaj go.
- Co ja poradzę.
- Po prostu bądź grzeczna. Miła dla odmiany - robi jej kolejną malinkę na szyi i jest zadowolony.
- Grozisz mi swoim kutasem, a ja mam być miła?
- Nie  wspominałem nic o seksie.
-Właśnie że tak. A potem że wyjmiesz jeszcze pasek.
- Nie. Mówiłem tylko o pasku i o słuchaniu.
- Jasne. - prycha. - Nie możesz znieść że w czymś mam rację. - dodaje.
- Nie masz racji. Nie mogę znieść tego, że jesteś strasznie uparta. Ja jedno, ty drugie. Zrozum, że  to sytuacja bez wyjścia. Im szybciej ulegniesz tym lepiej dla ciebie.
- Czuj się...
- Dobra, mam dość. - przerzuca ją przez ramię i szybko pokonuje drogę do sypialni. - Teraz będziesz krzyczeć. Z takiej kurwa rozkoszy, że jutro nie będziesz mogła chodzić. - warczy rzucając ją na łożko.
- Nie zrobisz tego - pokazuje na niego palcem stając na pościeli.
- Zrobię. Nie zgwałcę cię. Sama będziesz prosić. - Poprawia koszulę i przyciąga ją gwałtownie. Dosyć brutalnie wpija się w jej słodkie usta. Jedną rękę wsuwa we długie, brązowe włosy dziewczyny.
Penelope zaciska mocno wargi choć jest to trudne przy natężeniu pocałunków zielonookiego.
- Lepiej będzie jak ulegniesz. - pociąga palcami za zamek jej sukienki.
- Zostaw, nie chce cię - cofa się gdy ten luzuje uścisk.
- To za chcesz. Chciałem poczekać, zrobić to powoli. Sama wybrałaś.
- Jaki jesteś dobry, matko jaki łaskawca- rzuca w niego poduszką.
- I nawet w tej chwili mnie prowokujesz - kręci głową, nie mogąc uwierzyć że ją to bawi.
- Lecz się!
Uśmiecha się do niej ironicznie.
- Jesteś moja skarbie. - wyjmuje pasek ze spodni i przyciąga ją. - Ładna bielizna - jego palec zahacza o brzeg koronki.
- Wara z łapami.
Prycha i siada, przekładając ją przez kolana.
- Znowu dasz mi w dupe? - uderza go pięścią w żebra.
- Tak. Dam ci w dupę. Potem doprowadzę do rozkoszy. Ale to później - ściska jej pośladek.
- Kurwa Harry - z trudem ugina kolano i celuje nim w krocze chłopaka. Jest przestraszona, ale też zdesperowana i zdenerwowana.
Bruneta to nie rusza. Jedynie bardziej denerwuje.
- Zdradzić ci coś? Jak się tak bronisz to powodujesz, że jest gorzej. Weź to na logikę. Mogło być miło, wszystko zepsułaś.
- Nie będziesz mnie bił jak dziecko..
- Tak się zachowujesz.
- Puść mnie Harry...-jej głos się zmienia i to po prostu prośba.
- Jak mam cię traktować? Jak dorosłą? - muska jej szyje.
- No puść - dotyka palcem jego przedramieniem.
- Zostaw - zabiera rękę.
i ją puszcza momentalnie.
Ta wstaje i podnosi swoją sukienkę.
- Nie - zabiera jej ubranie. - Do łóżka - mówi przez zęby. Sukienkę rzuca daleko. Pcha dziewczynę na materac. Przykrywa ją i kładzie się obok na kołdrze.
-  i po co to do kurwy nędzy? - puszczają jej nerwy przez niego.
- Zamknij się! Zamknij się, bo nie wytrzymam jasne?! Po prostu zamilcz. Umiesz? - warczy głośno zaciskając dłoń na jej biodrze. - Musisz kurwa wszystko psuć? Wszystkie starania? Spierdol więcej, na pewno będzie lepiej. Zamknij się i śpij.
Odwraca się od niego i przyciska policzek do poduszki.
Harry głęboko oddycha, patrząc w sufit. Wszystkie jego mięśnie są napięte od nerwów. Gdy dziewczyna zasypia, wychodzi z sypialni. Chodzi po salonie nie radząc sobie ze zdenerwowaniem i pieczeniem skóry. Zrzuca wszystko co ma na drodze. Odpływa w fotelu koło 3 w nocy.

sobota, 16 sierpnia 2014

6. Pragnienie.

- O patrz. To już ta pora.
- Ja wybieram się do szkoły, nie wiem jak ty - wstaje i znika w łazience.
Harry zawozi ją. Zostawia za zakrętem , a sam wraca do swojego domu. Przebiera się i je śniadanie. Zdąża na drugą lekcje. Wyniki sprawdzianu z fizyki. Nie jest zdziwiony dobrą oceną jaką dostał. To u niego pewne. Tylko frekwencję ma złą. Idzie na wf i spotyka tam Louisa. Obydwaj od razu zmierzają w swoim kierunku.
- Ktoś ci auto podpierdolił Tomlinson.
- Ucierpisz na tym.
- Akurat to nie ja. Chyba Elliot bawił się przy kołach.
- Jasne - prycha, zły
- Mam swoje auto. Twoja ruina mi nie potrzebna - idzie się przebrać. W szatni w łazience zakłada dres.
Na salę wchodzi równo z jakąś dziewczyną z pierwszej klasy. Mówi cos ona nauczycielowi i wychodzi.
- Tomlinson do pani Marshall. - mówi mężczyzna po chwili.
Harry patrzy na niego ostrzegająco. Dosłownie zabija wzrokiem. Chłopak wychodzi a reszta zaczyna grać w siatkę. Harry i tak myśli tylko o tym co Tomlinson może zrobić Sunshine.
Lou nie wraca do końca lekcji i w ogóle do końca dnia.
Hazz wpada do sali Penelope i mierzy od razu chłopaka wzrokiem. Ten siedzi przed komputerem i coś robi, a dziewczyna w jednej z ławek poprawia sprawdziany. Harry nie zwracając uwagi na wroga podchodzi do nauczycielki. Pochyla się nad jej uchem.
 - Nie wiem co byś musiała zrobić żebyś się wykręciła. 20 skarbie  - mówi cicho.
- Myhym.. - kreśli coś długopisem.
- Rozumiesz?
- No tak.
- To dobrze.
- I co? Naprawiłeś? - Penelope pyta Louisa.
- Powinno być dobrze.
- Dziękuję.
- Ależ Proszę. Harry nie za gorąco ci? - Tomlinson szczerzy się.
Dziewczyna patrzy na Stylesa ale ten ignoruje pytanie.
- Louis Malik cie szukał.
- To kiedyś znajdzie.
Harry wywraca szmaragdowymi oczami. Jest zdenerwowany i przez to zaczyna się powoli drapać po ręce.
- Co jest Styles?
- Nie twoja sprawa.
- Na szczęście nie zaraża- mówi i wychodzi.
Styles patrzy na drzwi zagryzając warge. Nie jest chory.
 -Możesz już iść? - pyta Penelope
- Nie. Nie mogę.
- Co jeszcze chcesz?
Przyciąga ją do siebie. Całuje kobietę umieszczając ręce na jej biodrach.
- Idź sobie..
- Nie sprzeciwiaj się.
- Pracuje tu a ty się uczysz.
- Niedługo. Nie martw się. Dzięki temu że myślisz że ściągam nie zdam.
- Ściągałeś.
- Nigdy nie ściągam. Możesz mnie przepytać. Na wszystko odpowiem - gładzi dłońmi jej plecy.
- Nie chcę. Sam jesteś sobie winien.
- Czym? Przychodzę . Piszę. Powinienem dostać ocenę.
- Gdybyś napisał uczciwie.
- Napisałem. Czego w słowach nie ściągałem nie rozumiesz?
- Trzeba było spełnić moją prośbę.
- Nie mogę. Nie mogłem i nie mogę.
- Dlatego dostałeś pałę - odchodzi do tyłu i siada za biurkiem.
- Nie ściągałem do cholery. - warczy.
Nie uzyskuje odpowiedzi.
Wywraca oczami i łapie jej podbródek.
 - Jutro jest kolejny sprawdzian. O ile wiem cały materiał z tego tygodnia kiedy mnie nie było. Nie mam nawet podręcznika Od geografii.
- Jesteś dorosły.
- A ty głupia. Ameryki nie odkryliśmy.
- Nie obrażaj mnie - strąca jego palce.
- Stwierdzam fakty. 20 - dodaje i wychodzi. Wraca do domu cały czas mocno wbijając palce w ręce. Koszula przesiąka krwią.
~*~
Penelope wymiotuje już drugą godzinę. Czuje się bardzo źle i domyśla się co jest tego powodem. Bierze już jakieś piąte tabletki i pije setną butelkę wody. Zmęczona i blada kładzie się na łóżku. Z jękiem opada na materac. Wbija wzrok w sufit , ale jej powieki po chwili się zamykają. Prawie bezsenna noc, wydarzenia i wymioty powodują że zasypia.
Harry denerwuje się,gdy dziewczyna nie otwiera i nie odbiera. Wchodzi do środka bez problemowo. Od razu pokonuje drogę do sypialni Penelope. Otwiera drzwi i wsuwa się do środka. Ledwo coś widzi, gdyż jest tak ciemno. Podchodzi do łóżka, a ręką mają szafkę aby zapalić lampkę. Udaje mu się. Od razu zauważa śpiącą i blada brunetkę. Deklaruje gładzi policzek Sunshine. Od razu widać, że jest chora.
Obcy dotyk budzi ją. Otwiera oczy i od razu je zamyka widząc swój koszmar w postaci Harrego. Mężczyzna kładzie na jej głowie zimny ,mokry ręcznik na czole. Poprawia dziewczynie poduszkę pod głową.
 - Śpij. Nic nie zrobię.
- Przez ciebie się rozchorowałam..
- Przepraszam - łapie jej dłoń. Muska palcami jej kłykcie.
- Możesz iść.
- Nie mogę. Nie zaczynaj od nowa. Śpij.
 -Nie będę spać. - siada.
- Jezu...- wywraca oczami i kładzie ją. Przytrzymuje dziewczynie ręcznik.
- Błagam nie wynos mnie nigdzie.
- O czym ty mówisz? - całuje jej czoło odgarniając kosmyki włosów. Idzie zrobić Penelope herbatę. Łatwo odnajduje się w jej kuchni.
Wraca z kubkiem a dziewczyna znowu siedzi.
- Gdyby to było pierwsze wrażenie,  pomyślałabym że jesteś miły.
- Jestem gdy po prostu normalnie ze mną rozmawiasz . Proszę. -podaje jej kubek i siada na krześle.
- To ty przyszedłeś do mnie z nożem.
- To ty zaczęłaś nie traktując mnie poważnie.
- Nie powinnam.
- Pij. - przymyka oczu. Długie rzęsy chłopaka również opadają.
- Nie rozumiem cie.
- Z czym? - dalej tkwi w takiej pozycji.
- We wszystkim.
- Skomplikowane. - zgadza się. Nie wytrzymuje. Zaciska mocno zęby czując pieczenie skóry.
- Nie groź mi więcej.
- Nie rozkazuj mi to nie będę. Zrozum , że ja nie chcę cię straszyć. Chcę być miły. Chciałem cię gdzieś dziś zabrać , ale widzę jak się czujesz.- mówi cicho brunet. Nieświadomie zaczyna się drapacć. Mówi i nawet tego nie kontroluje.
- Ale zmuszasz mnie do tego.
- Więc zacznijmy żyć....- przerywa na moment, biorąc głębszy oddech. - w pokoju. Zaraz wracam. - trafia do łazienki.
Penelope poprawia się nerwowo i okrywa szczelniej kocem. Wypija herbatę. W jej brzuchu robi się cieplej. Harry wraca po chwili. Ręce zaciska w pieści , gdy siada na krześle.
 - Spróbujesz zasnąć?
- Nie.
- Musisz coś zjeść ...Zajęcie - aby mieć zajęcie idzie do kuchni. Chłopak zagryza wargę, robiąc ryżankę dla Penelope. Ta kręci głową gdy ten jej podaje jedzenie
- Nie możesz być na czczo.
- Zwymiotuję.
- Ale zjeść musisz.
- A jak nie to znowu zabierzesz się za swój pasek?
- Nie. Widzisz? Zaczynasz. Nie mam siły się z tobą kłócić - siada obok niej i wkłada do ust łyżkę z zupą.
- Jezu to ja tu jestem dorosła, mądrzejsza i starsza.
- Nie jesteś mądrzejsza. Też jestem dorosły. Z ostatnim się zgodzę. Jedz piękna - karmi ją dalej.
- Nie chce.. - zabiera mu łyżkę.
- Jak zwykle.
- Będziesz mieć czym wymiotować.
- No właśnie, a nie mam już siły.
- A jak nie zjesz to będziesz wymiotować żółcią. To jego gorsze.
- Oczywiście jesteś mądry..
- Więc?
- Wszystko wiesz. Sam to zjedz.
- Ja nie wymiotuje.
- A ja nie chce.
- Jak wolisz.
- Dziękuję. - mówi z ulgą.
Harry odkłada miskę i kładzie dziewczynę na materacu. Przygasza lampkę.
- Bądź taki zawsze w swojej głupiej naturze.
- Postaram się. - zaciska palce na parapecie i zamyka oczy
- Czyli się nie uspokoisz? - pyta po chwili.
- Nie jestem zdenerwowany - tłumaczy. - Nie chodzi oto.
- Więc?
Cierpię...Nie powiem ci tego. Ja? Nie mogę. To chyba honor - myśli poprawiając koszule.
- A powiesz mi czego chcesz tak na prawdę ode mnie?
Odwraca się do niej. Podchodzi do łóżka I pochyla się nad dziewczyna. Patrzy wprost w jej oczy.
- Chcę ciebie. Chcę cię poznać , przekonać , chcę żebyś była. Będę cię chronić.

czwartek, 31 lipca 2014

5. Nóż.

~*~
Harry wraca z klubu o drugiej nad ranem. Kolejna blondynka, którą upił aby nie zwracała uwagi na jego ręce. W zasadzie, nie pozbywa się nawet swojej koszuli. Ściąga spodnie i pieprzy. A dziewczyny zadowolone rano wychodzą.
Wchodzi do szkoły omijając Jane, w krótkiej sukieneczce. Oczywiśćie, znów tylko on ma rękaw w tak upalny dzień. Szara koszulka zakrywa jego ramiona i dopasowuje się do torsu. Spodnie leżą idealnie. Chłopak idzie od razu pod klasę od fizyki. Odbiera sprawdzian i siada, pisząc.
Nie zajmuje mu to długo. Wszystkie luki w zadaniach uzupełnia płynnie i szybko. Dosyć ładnym, drobnym pismem zapełnia kartkę. Jak zwykle sprawdzian oddaje pierwszy. Równo z dzwonkiem korytarze zapełniają się uczniami.
Harry spotyka się z Niallem. Blondyn ubrany jest w biały t-shirt i spodenki.
- Widziałeś Penelope? - pyta Harry,
- W 12 ze Smithem zamawiają.. Nie wiem co, ale tam byli.
- Dobra - tam udaje się brunet.
Stoi pod salą, opierając się o jedną ze ścian. Ręką przesuwa po przedramieniu. Całą silną wolę się teraz powstrzymuje. Przymyka oczy, oddychając bardzo spokojnie. Otwiera je, gdy słyszy trzask drzwi.
Obok niego przechodzi nauczyciel historii i za chwilę brunetka. Chłopak wyciąga rękę i zastawia jej drogę. Mrozi kobietę wzrokiem.
- Słucham?
Zawraca ją do klasy. Jednym ruchem obejmuje jej smukłą talię i przyciąga Penelope do siebie. Składa pocałunek na jej szyi, a później przygryza to miejsce zębami i zasysa.
-Jestem cierpliwa, ale w końcu na ciebie doniosę - odpycha go.
- Zrób to. - mówi pobłażliwie i przyciąga ją z powrotem.
Trzyma dziewczynę w mosiężnym uścisku. Dmucha na znamię i przejeżdża po nim językiem,.
- Jesteś niedojrzałym dupkiem. - daje mu w twarz.
Harry wściekły, łapie jej dłoń.
- Nigdy. Więcej. Tego nie rób. - syczy. - Rozumiesz? Pożałujesz, gdy mnie sprowokujesz. Więc nie radzę.
- Nie próbuj mnie straszyć.
- Kochanie, ja cię ostrzegam. Jesteś moja i nie obchodzi mnie co o tym myślisz. - jego dłoń zsuwa się na jej pośladek. Ściska go.
- Jesteś dla mnie za młody.... i za mały po prostu. A zamiast mojej dupy lepiej sobie zabawkę pościskaj chłopczyku. - zabiera jego rękę i opuszcza klasę.
Harry jeszcze mocniej jest zdenerwowany. Na pewno nie jest dzieciakiem. A różnica wieku to cztery lata, no więc...Poza tym na pewno nie przeżyła tyle co on.
Brunet siedzi na lekcji geografii z pobłażliwym uśmiechem.
- Więc znacie kierunki świata? - pyta kobieta upewniając się.
- Znamy - odpowiada klasa.
- Znam osoby którym cały czas się mylą, a jest bardzo łatwy sposób na zapamiętanie ich - zaskakuje z biurka na którym siedziała.
- Na przykład na ekierce siedziała wrona - śmieje się Harry.
- Nie do końca o to mi chodziło. Uczyłam mojego chłopaka i wierzcie chłopcy nigdy więcej nie miał z tym problemu.
- No słuchamy - Styles odchyla się na krześle.
- Na prawdę Harry masz problemy z kierunkami? Północ czyli N jest jak nos który cały czas próbujecie wepchać tu. - przejeżdża palcem wskazującym między swoimi piersiami. - Południe,  S to sekret znajdujący się na przeciwko - palec rusza w dół jej brzucha. -  Wschód czyli nasze E jak elegant który prawą ręką unosi dłoń kobiety i ją całuje by potem objąć ją z tej strony - paznokciem kreśli linię pod jedną ze swoich piersi - Zachód to nasze W które czyni was tytułem Winner gdy obie dłonie rozepną stanik - odwraca się i strzela gumką od biustonosza. Dziewczyny mają pełen szacunek za ten pokaz i ubaw z min chłopców.
- Teraz na pewno zapamiętam - mówi po chwili Styles i uśmiecha się znacząco. - Oraz dobrze wykorzystam.
- Wracając do tematu lekcji.. - dziewczyna zaczyna realizować temat i ku jej nadziei klasa jest bardzo aktywna.
Jest noc, a Penelope śpi w swoim łóżku. Oddycha miarowo, śniąc o czymś miłym. O czym? Tego Harry nie wie. Siedzi na skraju materaca. Przesuwa palcami po jej policzku. Zsuwa rękę i dotyka jej szyi.
Przez nią nie myśli nawet o swoich rękach. To odpływa,  nie ma tego problemu.
To dziwne, ale pocieszające. Wyjmuje nóż i przykłada go do policzka dziewczyny. Nie zrobi jej krzywdy, ale niech tak myśli gdy zaraz otworzy oczy.
Sprawia że dziewczyna rzeczywiście coraz wyraźniej mruczy i przebudza się.
- Mówiłaś coś, że jesteś dla mnie za stara tak? Cztery lata nas różnią dziewczyno z Arizony. - pochyla się nad nią. - Lubię starsze. Twoje zachowanie jest karygodne.
- Boże Harry co ty tu robisz? - dostrzega nóż i zamiera.
- Udowodniam. - siada na niej okrakiem. Jeździ nożem po dekolcie. - Nie masz prawa mi się sprzeciwiać.
- Harry przestań - próbuje się spod niego wysunąć.
- Znowu nie słuchasz - łapie ją za włosy i pociąga na łózko.
- Nie, to mi się śni..
- Oh sunshine.
Jej klatka piersiowa unosi się szybciej przez zdenerwowanie dziewczyny.
- Boisz się? - muska jej czoło.
Odgarnia brunetce włosy.
- Po prostu zostaw mnie i wyjdź.
- Trzeba nauczyć cię słuchać. Koniecznie - zwilża językiem wargi.
- Zabierz ten nóż.. - przymyka powieki.
Harry wpatruje się w nią. Ostrzem rozcina koszulkę dziewczyny. Materiał rozsuwa się na boki.
- Do cholery przestań!
Nie reaguje. Patrzy w jej oczy.
- Masz jeszcze spodenki i majtki. Zaraz może ich już na tobie nie być. Zaczniesz słuchać czy mam kontynuować swoją ciekawą lekcję?
- Czego chcesz? - pyta cichym głosem.
- Mówiłem. Jesteś moja. - dotyka ostrzem jej szyi. - Ładny ślad moich ust.
- To jest to twoje pieprzone bezpieczeństwo?
- To się z czymś wiąże. Nie, nie z seksem. To akurat nie jest na tyle ważne. Daje ci bezpieczeństwo, ale ty mi ulegasz. Wiesz to parę zasad.
Penelope zasłania twarz dłonią nie wierząc w to wszystko.
- Nie zrobię ci krzywdy, gdy będziesz posłuszna. Posłuchaj - pochyla się i przykłada czoło do jej. - Zależy mi na tobie.
- Jestem twoją nauczycielką. - wydusza brunetka.
-  Zaczynasz od nowa - przenosi nóż na jej spodenki.
- Zostaw, przecież stwierdziłam fakt o którym sam dobrze wiesz.
- I co z tego, że jesteś moją nauczycielką?
- To że jestem starsza. Znajdź sobie kogoś, z klasy, ze szkoły..
- Jesteś starsza o cztery lata. Nie dużo. - całuje jej brzuch i schodzi niżej.
Kopie go i wyskakuje z łóżka z kocem przy ciele.
- Harry proszę odłóż ten nóż...
- Teraz na pewno tego nie zrobią - wściekły zmierza w jej stronę.
Jedną ręką oplata ją w talii i rzuca na łóżko.
 - Czy ja, kurwa nie wyraźnie mówię?
-Odejdź. - mówi coraz głośniej i znowu zbiega tym razem ucieka z pokoju. Do łazienki? Na klatkę!
- Penelope do cholery jasnej - Harry rzuca nóż na bok i staje za jej plecami.
Łapie dziewczynę i niesie do sypialni. Zamyka drzwi, a brunetkę kładzie z powrotem na łóżko.
- Czego ty nie rozumiesz? Nie zrobię ci krzywdy, chcę się dogadać.
- Dobrze - mówi gdy nie widzi noża. - Porozmawiajmy..
- Nie skrzywdzę cię - jego oddech owiewa jej szyję
- Ale odsuń się. To tylko rozmowa.
- wybacz, ale nie ty tu ustalasz zasady.
- Dogadać znaczy pójść na kompromis.
- Słucham propozycji.
- Przestań mnie nachodzić.
- To wszystko wyklucza.
- Proszę.. -  kładzie dłonie na jego ramionach i odsuwa go.
- Mam inną sugestię. Wszystko powoli. - dotyka palcami jej policzka. Delikatnie go głaszcze.
- To nawet nie jest legalne - odwraca głowę.
- Strzeliłaś teraz - prycha ironicznie.
- zejdź ze mnie - wierci się pod nim.
- Wracamy do punktu wyjścia - wzdycha. Zdejmuje jej spodenki i rzuca na podłogę. Gładzi ręką jej nogi. - Nie rozkazujesz mi.
- Proszę tylko - mówi zrezygnowana.
- Dobrze. Położę się obok.
- Byle dalej ode mnie..
- O nie Sunshine - kładzie się obok obejmując ją w talii.
Ciało dziewczyny przylega do jego torsu.
- Powiedziałeś co chciałeś, dlaczego teraz nie możesz wyjść?
- Bo chcę spędzić noc przy tobie.
Penelope nie odzywa się już. Jest cała spieta i w ogóle nie jest w stanie zasnąć. Harry cały czas jej się przygląda. Jest naprawdę piękna. Leży przy nim pół naga.
- Przestań - mówi odwracając się bardziej na brzuch.
- Nie. Będę na ciebie patrzył i podziwiał.
Kładzie się twarzą w poduszkę. Co do cholery zrobiła źle? Czuje chłodne palce na swoich łopatkach
- Po twoim zachowaniu jakoś nie widać tej małej jak to powiedziałeś różnicy.
- chcesz powiedzieć ze to ja zachowuje się jak dziecko? Przykro mi, ale nie.
Nie rozumiesz ze to nie jest zabawa.
- Jak małe, dzieciątko. Myślisz że wszystko ci wolno.
- Widzisz? Wolno. Mogę wszystko. A ty myślisz ze nakrzyczysz na mnie i postawisz do kąta.
- Wypieprzaj stąd.- Siada gwałtownie z poduszką przy klatce.
Znowu zaczyna się śmiać. Przyciąga ją tak ze ich twarze dzielą milimetra.
- Coś jeszcze chcesz powiedzieć za nim dostaniesz?
-Pewnie pobije mnie. Zgnój się jeszcze bardziej. - pluje na niego.
- Nie mam zamiaru cię bić - wyciera twarz jej koszulką  - Mam szacunek do kobiet ale ty zaczynasz mnie wkuwać- przerzuca ją przez kolana i dziewczyna piszczy dostając kilkanaście razy w tyłek. Piecze tym bardziej że ma na sobie jedynie bokserki sięgające do połowy jej pośladków.
- Spać- kładzie ją i przykrywa.
- Powiedz gnojku po prostu czego chcesz. Mam ci wpisywać obecność na lekcjach?! Pieluszki zmieniać?! Bawić się?! Dawać jeszcze lepsze oceny?! Nie obchodzi mnie ile masz lat! Jesteś uczniem i jeśli cokolwiek masz w tych gaciach to jedynie gówno! - krzyczy wściekła choć jest 4 nad ranem.
- Milcz jak do mnie mówisz. - znajduje się nad nią - Chcesz się przekonać co tam jest? Ciągle o tym wspominasz. Możesz zaraz krzyczeć z innego powodu. Nie chce tych jebanych ocen. Jesteś taka naiwna.
- To ty jesteś naiwny myśląc że coś wskórasz-spycha go.
- I bardzo zabawna. Śpij albo naprawdę cię zerznę skoro się prosisz. - mężczyzna syczy przez zęby. Jest wściekły.
- Pewnie, przecież jesteś taki męski - burczy.
- Nadal w to nie wierzysz? - wyciąga broń i odkłada na szafkę. Rozpina pasek spodni.
- Wyjdź, przestań Harry.. - odsuwa się od niego.
- Teraz przestań? Przed chwilą prosiłaś. Lubisz prowokować kochanie a ja spełniam twoje prośby. Jego dłoń przesuwa się po biodrze dziewczyny. Zatacza palcami kółka na jej skórze.
- Sprzeciwiam się, nie prowokuje - mówi ciszej.
- Mówiłem Ci coś o sprzeciwianiu. Nie słuchałam? - szepcze do jej ucha. Drugą ręką przesuwa na jej pierś. Powoli zamyka na niej dłoń.
- Dobra. Dobra, przestań. Zgadzam się czegokolwiek chcesz - wierci się.
- Wszystkiego ale powoli. - całuje jej usta. Z namaszczeniem dotyka jej warg delikatnych jak płatki.
Dziewczyna oddaje pocałunek by nie zwrócił uwagi jak ręką sięgając po coś do okrycia.
- Jutro - odrywa się od niej. - wyjdziesz ze mną.
- Dobra - mówi na szybko, nie licząc się z tym. Byle dzisiaj był zadowolony.
- I wiesz,  że nawet gdybym miał cie siłą wyciągnąć to to zrobię?
Kiwa głową. Niech po prostu da jej już spokój, niech się cieszy że na wszystko się teraz zgadza.
- Teraz śpij- ubiera jej jakąś koszulkę i przykrywa.
- Wyjdziesz? - pyta nie patrząc na niego.
- Jak zaśniesz .
- Nie zasnę jeśli zostaniesz..
- Powiedziałem.
Dziewczyna nie jest w stanie zasnąć i nagle słyszy budzik.
~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~
HEJ. ZADAWAŁAM TE PYTANIA POD PRIZEM, ALE NIE WIEM CZY WSZYSCY CZYTACIE. DLATEGO ODPOWIEDZCIE.
MAM DWA PYTANIA I PROSZĘ ODPOWIEDZCIE.
1. Ktoś mi nasunął pomysł. Ha nie mowię tu o zlocie, bo ja nie mam tylu czytelników ale może chcielibyście się spotkać. To byłoby miłe spotkać was wszystkich, którzy motywują nas do pisania. Jestem z Warszawy ( okolic). Jeśli podoba wam się tak pomysł napiszcie.
2. Mamy plan na opowiadanie dokładnie inspirujące się FSOG. Tak jakby zdarzenia podobne, lecz inne. Nie, to nie byłoby kopiowanie i zmienianie imion. Jedynym szczególem jest to że bohaterem byłby Jamie Dornan, ale członkowie One Direction pełnili by ważną rolę w opowiadaniu. Zwłaszcza Niall i Louis. Po prostu uznałyśmy, że Jamie najbardziej pasuje na Matthewa White'a odpowiednika Christiana Greya:)
Czy czytalibyście?
"- Myślałam, że nie zapytasz – zaczyna. – Zadzwonili z Mediolanu. Tak! Rozumiesz to? Dowiedzieli się, że wykonuję projekt dla White’a i muszę tam pojechać. To moja szansa. – ciągnie podekscytowana. Ona zawsze tak energicznie gestykuluje.  – Ale wiesz…Muszę spotkać się z Matthew White’em. To ważne. Mam projekty. Pomyślałam, że mogłabyś…- patrzy na mnie.
Kiwam głową analizując to co powiedziała. Po chwili otwieram szerzej usta. 
- O nie. Nie ma mowy. Nie wkręcisz mnie w nic – ostrzegam od razu."

sobota, 26 lipca 2014

4. Groźba.

Postanawia iść do szkoły. Chce wiedzieć jak Louis zareagował. Ubiera granatową koszulę i spodnie. Jest jeszcze cieplej w Londynie niż było. Szlak go trafia. Od progu szkoły dorywa go Jane i zaczyna z nim rozmawiać. Harry udaje, że ją słucha. Nawet nie wie o czym dziewczyna mówi. Przemierza korytarz w celu znalezienia nauczycielki. To chyba obsesja.
Nawet nie zauważa kiedy jego "koleżanka" sobie poszła.
Wpatruje się w Penelope, która stoi do niego tyłem. Te nogi są najlepsze..
Ta Czyta gazetki wywieszone na drzwiach jednej z klas.
- Ciekawe? - Harry staje obok.
-Tak z nudów czytam ..
- Ładna sukienka.
-Dziękuję. - zakłada ręce na piersiach.
Brunet lustruje ją wzrokiem, zagryzając wargę.
- Za ładna.
- Za ładna? - nie patrzy na niego.
- Tak do szkoły...Proszę pani, nie jednemu by stanął.
-Jestem młoda. A nikomu nie mów ale dyrektorowi też staje więc mi nie zabroni mówi cicho.
- Tylko na mnie to nie działa. Całe szczęście. - odpowiada z uśmiechem i odchodzi na matmę.
Kobieta kończy czytać i sama idzie na swoją lekcje. Na jej nieszczęście na następnej przerwie ma dyżur. Harry i Louis jak zwykle. Młodszy nawet nie oddaje ciosów. Prycha tylko, gdy może.
Penelope nie mogąc odciągnąć Louisa po prostu wchodzi między nich.
- A spróbuj ją tylko dotknąć - Styles ożywa.
- Uspokójcie się.
- Jeśli chcesz mnie zabić to zrob to po szkole, a nie przy wszystkich. - mówi zielonooki do bruneta i odchodzi.
-Louis uspokoj się.
Czeka, aż uczniowie się rozejdą i wciąga ją do klasy.
-Bardzo chcesz wylecieć ze szkoły - mówi do niego.
- Bardzo. W dupie to mam - prycha wywracając oczami.
Trzyma jej biodra.
-na lekcje. - odsuwa go.
Ten ją znów przyciąga. Chce pocałować, ale zostaje rzucony o ścianę. Wściekły Harry, wyprowadza nauczycielkę  z sali.
-Czemu nie jesteś na lekcji? - pyta teraz tego.
- Bo wiedziałem, że będzie kombinował. - wywraca oczami.
Jego ręka ciagle trzyma o wiele mniejszą. Zadbaną i delikatną dłoń
-Jestem duża i samodzielna.
- I co byś zrobiła? Gdyby chciał to by cię zgwałcił, a ty byś nawet nie pisnęła.
-Chyba przesadzasz
- chyba znam Tomlinsona lepiej od ciebie jasne? - warczy.
Patrzy na nią oczami ciemnymi ze złości.
- Harry nie jestem twoją koleżanką - upomina go.
- Wzajemnie. Prawie tu nie chodzę, więc jako nauczycielka się u mnie nie liczysz. A teraz zamknij się i idź na lekcję.
Dziewczyna stoi jak wmurowana.
- Idź - powtarza zaciskając mocno szczękę. -
- Chyba coś ci się pomyliło.
- Chyba zaraz mnie szlag trafi - przerzuca ją przez ramię i idzie korytarzem.
-Masz mnie natychmiast puścić.
- Zamknij się. Wiem co robię
Kobieta próbuję rękami obciągnąć swoją sukienkę.
- A tyłek ładny - mówi. Wynosi ją tylnym wyjściem. Stawia na trawie. - Jak coś mówię to to wykonaj. - powtarza wściekły. Jego oczy są już czarne, a wszystko mięśnie napięte.
wszystkie
- Jesteś.. Co ty sobie myślisz?!
- Ucisz się - upomina ją. - Tak lubisz dawać Louisowi?
- Słucham? - robi wielkie oczy.
- No właśnie. Więc uratowałem ci tylko tyłek.
- Nic by mi nie zrobił, zaraz bym go odprawiła. Nie no chore..
- Nie odprawiłabyś. Boże, kobieto on nosi broń. Nawet dwie. O czym my rozmawiamy.
- Też uważam to za absurd.
- Do tej szkoły nie chodzą zwykli nastolatkowie. Cześć z nich tak ale reszta juz nie. - łapie ją za rękę. Mocno trzyma w uścisku prowadząc do mercedesa. Otwiera dziewczynie drzwi i zmusza aby wsiadła. Już po chwili jadą do jej mieszkania.
- Do czego to prowadzi.. - mruczy kobieta.
- Chciałbym Ci coś powiedzieć - Hazz odzywa się po kilku minutach. Przeczesuje palcami swoje włosy i spogląda na brunetkę. - Nie pytaj. Nie dyskutuj. Tak będzie najlepiej.
- Słucham.
- Zagwarantuje ci bezpieczeństwo. - przesuwa ręką po jej kolanie. Jego palce muskają materiał sukienki dziewczyny.
- Nie zapędzaj się. - odsuwa jego dłoń. - Nie gramy w filmie a to co mówisz tak właśnie wygląda.
Chłopak uśmiecha się pod nosem. Będzie temperamentnie.
 - Takie życie sunshine.
- Harry przestań. Natychmiast.
- Co mam przestawać ? Nic nie robię ale uprzedzam ze będziesz moja.
- Przegrzało cię. Daj sobie spokój a zapomnę o tym wszystkim.
Kręci głową rozbawiony. Parkuje pod mieszkaniem Penelope. Wysiada z auta poprawiając rękawy koszuli , a chwilę później materializuje się przy drzwiach brunetki.
 - Przywiozę ci torebkę. - muska jej policzek ustami , a później pomaga wyjść.
- Nie, wezmę ją jutro. Nie wracaj tu - odsuwa się.
- Owszem wrócę. - warczy.
- Nie mam zamiaru mieć kłopotów bo coś sobie ubzdurałeś.
- Nie będziesz mieć. Mówiłem. Chcę dla ciebie dobrze. - obejmuje ją ramieniem. - Za godzinę otworzysz mi drzwi. Teraz idź.
- Nie waż się tu przyjeżdżać - szybko odchodzi do budynku. To wszystko nie mieści się jej w głowie. Jedno pytanie zakłóca jej myśli. Kim do cholery jest Harry Styles.
właśnie chłopak miesza w jej życiu. Przecież to tylko nie zdyscyplinowany uczeń. Tak jej się wydawało. Styles tak jak mówił wraca po godzinie. W telefon dziewczyny wstukuje swoi numer. Staje przed drzwiami jej mieszkania.
Penelope chodzi zła po wszystkich pomieszczeniach. Chłopak cierpliwie czeka aż otworzy. Do czasu. Dziewczyna słyszy pukanie ale przecież mu nie otworzy.
- Sunshine otworzysz albo je wyważę.
Podchodzi i otwiera stając w wejściu.
- Wyjdź bo będziesz mieć problemy.
- Ja? - jest rozbawiony. Wpycha ją do środka i zamyka drzwi. - Nie groź mi baby bo to się źle skończy. Torebka .
- Dzięki. Nie, w sumie to nie. Nie prosiłam o to. Wyjdź.
- I znów mi rozkazujesz. Nauczycielka a tak głupia.
- Bo cię tu nie chce.
- Oj ja wiem - trzyma jej nadgarstki i całuje. - Ale będziesz chciała.
- Weź się lepiej do nauki. - zabiera swoje ręce.
- Ty się moją nauką nie przejmuj. - mówi coraz bardziej wkurwiony.
- Jestem twoją nauczycielką, dlatego to właśnie jest moim obowiązkiem wobec ciebie.
- Idziesz w zaparte Sunshine - mruczy do jej ucha. - Ale ja to zmienię. - Jego ręka zsuwa się na biodro dziewczyny. Gładzi palcami jej odsłoniętą skórę.
- Nie kolego. Wyjazd.
Zaczyna się śmiać odchylając głowę do tyłu.
- Ty nadal nie wiesz kim rozmawiasz. Gdybym chciał to już byś leżała na tej podłodze naga. - Młody mężczyzna dotyka ustami jej obojczyka i odsuwa się. - Do zobaczenia. - opuszcza mieszkanie rozbawiony.
Penelope oplata się ramionami i pociera skórę dłońmi. Nie da mu się. Pokaże że w żaden sposób nie przestraszył jej ani nie udowodnił nic. I dzięki osobie jak on wie co zrobić żeby zachęcić do swojej geografii uczniów.
Idzie zła pod prysznic. Musi przez chwilę ochłonąć i pomyśleć.

poniedziałek, 14 lipca 2014

3. Sprawdzian.

~Tydzien później~
Właśnie tyle czasu nie było Harry'ego w szkole. Dzisiaj przychodzi. Na dworze jest bardzo ciepło, lecz idzie uparcie w bluzie. Pierwszą ma geografię. Widzi na korytarzu, że koledzy uczą się pewnie do sprawdzianu.
On nawet nie spojrzał w stronę podręcznika.
Trudno. Nie obchodzi go to.  Wszyscy wchodzą do klasy i zajmują swoje miejsca.Penelope rozdaje im kartki ze sprawdzianem
- Powodzenia - zaczynają pisać.
Harry oddaje jej zapisaną kartkę po 10 minutach.
-Jesteś pewien? - podnosi głowę patrząc na niego.
- Tak - wraca na swoje miejsce.
Dziewczyna bierze kartę i czyta jego odpowiedzi. Stylesa nie było na tylu lekcjach, więc nie możliwe aby było dobrze.
Czerwonego długopisu używa tylko by wpisać ocenę.
-Harry zostań chwilkę po dzwonku.
Kiwa głową bawiąc się ołówkiem. Po 30 minutach klasa opuszcza pomieszczenie.
-Pokaż mi ręce. - prosi stojąc nad jego ławką.
Wywraca oczami i pokazuje jej czyste dłonie.
-Podwiń rękawy i pokaż kieszenie.
- Niech mnie pani przeszuka, ale bluzy nie zdejmę. I nie, nie ściągałem.
-Więc możesz pokazać przedramię.
- Nie mogę - warczy.
-Ponieważ?
- Ponieważ nie mogę do cholery. Przepytaj mnie kobieto.
-Ręce.
- Wstaw jeden, nie zależy mi na tym.
-Zrobię to bo uważam że ściągałeś.
- Tak - kiwa głową rozbawiony. - Ponieważ wiedziałem, że jest sprawdzian i bardzo chcę dostać piątkę. W dupie mam tę szkołę, napisałem to napisałem.
-Harry nie masz ani jednego błędu. Na lekcje nie chodzisz i napisałeś bardzo szybko. Dziwisz mi się? - opiera się dłońmi o ławkę.
- Po prostu to umiem.
- Więc jaki masz problem ze zdjęciem tej bluzy?
- Mam i już.
-Dobrze. - prostuje się i odchodzi. - Możesz iść.
- Możesz wpisać mi nie klasyfikowane jak ci na tym zależy - opuszcza klasę.
Denerwuje ją że zwracają się do niej tak.
- Za 20 lat będziesz mieć szacunek. - mówi do siebie.
Ale to tylko ta dwójka. Naprawdę była tak pijana, że nie pamięta kiedy spała z Tomlinsonem. Chyba musi uważać gdzie teraz chodzi się bawić.
Styles siedzi na ławce wściekły. Kurwa, tak. Nie ma co robić tylko pisać ściągi.
To na prawdę denerwujące. Nie ćwiczy, ponieważ jest gorąco. Nie mogłby ćwiczyć tylko w koszulce.
Siedzi na stadionie i szuka wzrokiem swojego mercedesa. Jeśli by go tam nie było to jest pewny, że...Louis. Ale czarne auto stoi na swoim miejscu. Penelope z zeszytami wychodzi ze szkoły. Jest zmęczona wydarzeniami i chce po prostu iść do domu.
- Podwieźć cie? - słyszy Harryego.
Dziewczyna nie reaguje. Nie będą tak do niej mówić.
Chłopak wywraca oczami.
- Najdroższa pani.
-Dziękuję nie trzeba - poprawia zeszyty na swoich rękach.
- Weź raz kobieto nie marudź. Na per pani jesteś za młoda. W Siadaj - otwiera drzwi.
- Ale jestem twoim nauczycielem i należy mi się per pani.
- Jasne, jasne.
-Masz chyba jeszcze lekcje.
- Nie mam.
-Dziwie się że nie szkoda ci oceny skoro sam napisałeś ten sprawdzian. - zatrzymuje się na chwilę.
- Nie szkoda mi, bo i tak nie zdam - prycha - Po co mi to? Geografia mi się nie przyda.
-Może być na prawdę ciekawa.
- Wsiadaj.
-Zdecydowanie nie. - idzie dalej z kamienną twarzą.
Harry zaczyna się śmiać patrząc w niebo.
- Zaraz będziesz mokra. - mówi i wsiada do samochodu odjeżdżając.
Ta przyspiesza kroku i przykrywa zeszyty na wszelki wypadek.
A po chwili z nieba spada wodospad deszczu. Wypuszcza powietrze z ust a poziom nienawiści do świata rośnie. Dlaczego ma takiego pecha? No dlaczego.
Do domu dociera cała mokra. Staje w sypialnie i zdejmuje mokre ubrania. Zostaje w bieliźnie, a Harry ma dobry widok.
Dziewczyna związuje włosy i bierze mokre rzeczy idąc do łazienki.
Tam je rozwiesza. Potem przebiera się w coś luźnego. Wraca do pokoju i bierze się za zeszyty uczniów
Sprawdza pracy domowe.  To zeszyty klas pierwszych. Jako tako starają się w przeciwieństwie do najstarszych.
Harry odjeżdża z pod domu Penelope. Jedzie spotkać się z Niallem. Obaj dzisiaj mają akcję. Mają wysadzić cały magazyn w którym Louis spotyka się zresztą.
Na miejscu podkładają ładunki.
- Dawaj Niall
Wszystko robią cicho i sprawnie Cały budynek wylatuje w powietrze, a oni zadowoleni idą to uczcić do klubu, Siadają w kącie balkonu skąd widzą całe pomieszczenie.
Harry nie zwraca uwagi na dziewczyny. Jego obiekt to Penelope.
Horan przynosi kolejne drinki i siada na przeciwko niego.
- Jutro też będzie tak gorąco - mówi brunet i wzdycha. To dla niego kara.
- Mi tam to nie przeszkadza.
- Mow za siebie.
- Pewnie urwe się nad rzekę.
- Penny, ładnie prawda?
-Psa dostałeś?
- Zabawne.
-No co? - obczaja szatynkę przy barze.
- O Penelope mówię - prycha patrząc na przyjaciela.
-Pene.. aa tej.
- No właśnie. Długie nogi, piękne oczy, włosy.
-No bez przesady.
- Cudowna.
- podobno Louis ją miał
- Słyszałem.
- No właśnie.
- Trudno.
-Nie no poważnie to może jest sexy teacher ale są w szkole lepsze laski.
- Może dla ciebie. Mi się nie podobają te wszystkie gówniary z przyklejonymi rzęsami.
- wolisz dojrzałe? - śmieje się blondyn
- Niall wiesz jak jest - odpowiada. - Ja jeszcze żadnej nie miałem, a ta jest idealna.
-Brałbyś.-ten porusza brwiami.
- Pewnie tak..
- Trzeba było przyjść na lekcje wychowania.
- Zawsze - wstaje. - Zabaw się. - mówi i opuszcza lokal.
Staje na chodniku głęboko oddychając. Podciąga rękawy znów drapiąc swoją skórę. Do domu wraca koło 2 w nocy. Przeciera swoje ramiona gazą. Bierze szybki prysznic i układa sie do snu.

piątek, 4 lipca 2014

2. Bójka.


Penelope zdenerwowana jak chyba nigdy idzie na lekcje wychowania seksualnego. Nienawiści prowokuje ją do zabicia dyrektora. Nie umie zapanować nad uczniami. To niemożliwe aby chłopcy zabijali się prawie na korytarzu. Tak to wyglądało.
Nienawidzą się. Wystarczy raz spojrzeć kiedy są blisko siebie.
Nie może dopuścić aby jeszcze raz powtórzyła się raka sytuacja. Nie na jej dyżurze.
Wchodzi do klasy. Słyszy dźwięki zadowolenia o tym że ona ma prowadzić te zajęcia. Wyciąga foliową paczuszkę i opiera się o biurko unosząc rękę do góry.
- Co to jest?  Tak każdy wie..gu.. prezerwatywa. Każdy wie do czego służy, większość już używała. Mam dzisiaj z wami o tym pogadać. - wzdycha.
- Pani często używa? - ktoś pyta ba tyłach.
- Zawsze przy sposobności.
- Nie musimy o tym gadać. Wiemy więcej.
- Hej wcale nie - burzy się dziewczyna.
- Niech pani uwierzy ze tak. To nie tylko podręczniki. Praktyka.
- Myślisz że mi brak doświadczenia? - podnosi brew.
- Widać jak pani chodzi. Gdyby miała pani udane życie seksualne chodziła by pani płynnie.
- Jestem nauczycielem i nie mogę powiedzieć tego i owego.
- Nie musi pani mówić. To widać.
- Niech będzie - przewraca oczami, nie chcąc dyskutować.
Lekcja z trudem mija. Nie jest tak najgorzej. Opuszcza budynek szkoły i spacerem wraca do domu.
~*~
Harry siedzi w barze ubrany w czarną marynarkę i jeansy. Może jak się upije to będzie miał odwagę zabić Louisa.
Piją z Niallem już nastą kolejkę.
- Stary, ja nie idę do szkoły - mówi do niego Harry.
Opiera głowę o blat wzdychając.
- Znowu? -  blondyn bierze kolejny kieliszek.
- A coś ci przeszkadza? - bełkocze.
Często jest tak spity, gdy ma problem.
- Dobra. Ja się zbieram -  chłopak wstaje i opuszcza lokal zostawiając Hazze samego.
Styles późno w nocy wraca do domu. Co chwila wbija palce w swoje ramiona i nadgarstki.  Powstrzymuje krzyk i osuwa się na ścianie.
Chowa twarz w dłoniach. Jak każdy nastolatek ma ciężkie chwilę.
Nic mu się nie chce. Rzucił by tą szkołę w cholerę. Ale nie...Rodzice. Nie może zawieść matki, chociaż już to zrobił wiele razy. Więc niby chodzi do tej szkoły i jakoś mu idzie.
Kładzie się zmęczony spać. Rano budzi go natrętny budzik i światło wpadające do pokoju. Z jękiem podnosi swoje ciało, aby później iść pod prysznic. Zakłada czystą koszulę i spodnie.
Kręcone włosy przeczesuje długimi palcami. Myje zęby i je kanapki z czymkolwiek.
Zabiera swój plecak i wychodzi. Do szkoły nie ma daleko, ale gdy humor nie dopisuje, wszystko go drażni. Nawet pięć minut drogi. Na szczęście nie spotyka Louisa. Wchodzi do szkoły i wita się z Niallem.  Ten bajeruje jakąś pannę tylko podnosząc rękę w jego stronę.
- I tak ci się nie uda - prycha i idzie do szafki.
Bierze wszystkie potrzebne książki i idzie do klasy.
Siedzi na matematyce ledwo co słuchając. Rysuje w zeszycie, gdy słyszy natrętny głos nauczyciela.
- 679 - odpowiada nie patrząc na niego.
- A obliczenia?
- A czy odpowiedź jest zła?
- Ale skąd pan to wie panie Styles.
- Obliczyłem w głowie, wystarczy?
- No dobrze - przechodzą dalej do następnego zadania.
Styles już się nie odzywa. Zawsze mają problem. Wszyscy wychodzą równo z dzwonkiem na przerwę. Harry idzie do łazienki. Zwariuje od tego bólu.
Nie myśli racjonalnie. Tylko żeby się tego pozbyć. Drapie się prawie przez całą przerwę. Znów powstają szramy. Teraz też pojawia się pieczenie.
Zdesperowany idzie na kolejną lekcję. Cierpienie powoli się zmniejsza.
Siedzi i słucha. Na przerwie obserwuje nową nauczycielkę.  Dziewczyna chodzi po korytarzu czytając książkę.
Harry do niej podchodzi.
- Co to?
-Książka. - podnosi na niego wzrok.
- Jaka?
 -Something great.
- Czytałem - odpowiada.
- I jak wrażenia?
- W sumie, powinienem się wzruszyć no ale..
- Ale nie? - uśmiecha się zamykając książkę.
- Ja nie płacze.
- No tak, przecież.
- A pani się podoba?
- Coś w niej jest.
- Jest pani ładna.
- Dzięki. - posyła mu uśmiech.
- A Penelope to imię, które idealnie do pani pasuje - ukazuje rząd białych zębów i odchodzi.
Dziewczyna kręci głową z uśmiechem i wchodzi do łazienki sprawdzając czy nikt tam nie pali. Chłopaki wybrali miejsce pod schodami, czego nie zauważa. Gdy wraca na korytarz zderza się z twardym torsem Tomlinsona.
- Za mały korytarz? - pyta klepiąc go po ramieniu i wymija chłopaka.
Louis za nią gwiżdżę.
- Temperamentna.
Odwraca się, idzie tyłem i grozi mu palcem. Brunet puszcza do niej oczko.
10:50
- Czas na zabawę - mówi złowieszczą i ze swoją grupą wbiegają na salę od wf. - Hej Styles!
Wołany odwraca się w jego stronę.
- Jak tam prawiczku?
- Zayn ktoś coś pyta. - mówi Niall.
- Nie jesteś zabawny blondasku - prycha Mulat.
Harry zaciska pięści. Nienawidzi go...po prostu nienawidzi.
- Co tak ukrywasz pod rękawami? Pochwal się jaki jest szkaradny - prowokuje go najstarszy.
- Louis zamknij mordę.
- Nie przeginaj - warczy i popycha go. Silą próbuje mu zdjąć bluzę.
Styles rusza na niego z pięściami. Louis pokłada go na ziemie.
Harry odwraca ich i obija twarz niebieskookiego. Obaj są zdenerwowani. Teraz to już jest furia. Niall nie umie ich rozdzielić. Jest krew a oni dalej biją się z nienawiścią. Wcale nie są coraz bardziej zmęczeni.
Inni uczniowie tylko ich otaczają. Dla nich to widowisko.
- Zabije cię kurwa.
- Odwdzięczę się - sapie Louis. - jeszcze ci habitu brakuje.,
Na salę wpada kilku wezwanych nauczycieli i odsuwa ich od siebie. Mają starte pieści i rozwalone łuki brwiowe oraz wargi. Obaj lądują u pielęgniarki.  Każdy osobno. Harry'ego dalej nosi. Prawie z nim skończył.
Gdyby tylko byli sami. Penelope wpada do gabinetu dyrektora wezwana. Miała dyżur na parterze ale dostaje jej się że nie zauważyła bójki na sali.
- Powinna pani zareagować.
- Skąd miałam wiedzieć że coś się tam dzieje? Byłam w innym miejscu.
- Powinna być pani tam!
-Przepraszam. - mówi zrezygnowana.
- Idź dopilnuj, aby znów się coś nie stało z nimi.
-Dobrze. - wychodzi.
Zmierza do pielęgniarki. Louis rozmawia ze swoimi kolegami. Dorwie Styles. Harry opuszcza gabinet i w tym samym momencie obaj są złapani za ramiona aby się znów na siebie nie rzucić.
- Możecie dać sobie spokój? - przed nimi staje Penelope.
- Dam sobie spokój jak go zabiję - mówi Louis.
- Przestań. W tej chwili koniec.
- Nie mieszaj się w to.
- Nie jesteśmy na ty.
- Nie? Jak poszłaś ze mną do łóżka w klubie kilka tygodni temu, to krzyczałaś moje imię.
- Jak w ogóle śmiesz mówić takie rzeczy.
- Szkoda, że tego nie pamiętasz. Ah, bo byłaś zalana.
- Przestań wymyślać. To absurd.
- Masz znamię na plecach.
- Do klas. - popycha obu do przodu.
- Wracam do domu - Harry opuszcza wściekły szkołę.
- A tobie coś się pomyliło. - mówi do bruneta który został.
- Nic mi się nie pomyliło - jest rozbawiony. - Blizna na karku.
- Przykro mi, musiałeś się pomylić.
- Długo będziesz się wypierać?
- Nie jesteśmy na ty. Nie pozwalaj sobie.
- Jesteśmy.
-Louis!
- O właśnie tak krzyczałaś.
- Słuchaj gościu - dźga go palcem w tors - Nie życzę sobie żebyś rozpowiadał takie rzeczy.
- Ale są one prawdą.
- Nie będę się zniżać do twojego poziomu więc kłócić też się nie mam zamiaru. - odchodzi zła. Bała się że jej wiek będzie problemem.
Ma kolejną lekcję, więc nie może teraz o tym myśleć.
~~~~~~~*~~~~~~~~~
Hejka! Zapraszamy na Prize